Widelcem po mapie

ostatnio na forum >>

Blog >

Wpadlam na pewien pomysl zwiazany z moja pasja czyli gotowaniem. Chcialabym stworzyc...

kamilawroc, 22.10.2017 | czytaj dalej


Wasza opinia na temat upominków >

A propo preznetow to zastanawiam sie na jakims upominkiem dla mojej corki....

kamilawroc, 22.10.2017 | czytaj dalej


Witam >

Czesc!

kamilawroc, 21.10.2017 | czytaj dalej

w sumie tematów: 1976, wpisów: 29962
najnowszy wpis: 22.10.2017 13:49

Mamy 27184 zarejestrowanych użytkowników.

Jeśli chcesz się wypowiedzieć na naszym forum zarejestruj się w serwisie.

Kącik zdrowia

FORUM kuchnia+ KULINARNE WSPOMNIENIA Z DZIECIŃSTWA

snoozy

postów: 2419

07.06.2009 18:01

O piankach pisałem w produkty poszukiwane ale przepisu nie dałem

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 20:06

Gdzie pisales o tych piankach? Dales na nie przepis?

snoozy

postów: 2419

06.06.2009 19:53

Chlebki były rewelacyjne a jeszcze lepsze są pianki z dodatkiem soku z kwiatów.W wątku O szukaniu różności umieściłem pytanie czy ktoś wie gdzie można dostac pianki slazowe bo jestem ich fanatykiem i poza sezonem nie mam ich wystarczająco.Te robione przeze mnie są pycha

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 15:31

A trawnikowe chlebki jedliscie.? Minutka napisala ze to Slaz Zaniedbany,tez go jadla.

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 15:27

Moje dobre kochane dusze.Dzieki Wam nie umre glupia. Dziekuje.Czyli bylo to popularne danie trawnikowe.

minutka

postów: 1250

06.06.2009 15:18

To o tasznik chodziło!? Nigdy go nie jadłam. Kiedyś miałam jakąś szlachetną kwiatkową odmianę, którą dostałam w nasionach od znajomych z Anglii. Wtedy żyłam w przekonaniu, że kwiatki są wyłącznie do ozdoby i nie są jadalne. Uznałam więc, że ten tasznik z podwórka (było go mnóstwo) też się do jedzenia nie nadaje. Koledzy najprawdopodobniej też go nie jadali, bo nikt mi nie zaproponował takiego jedzonka. Spróbuję przy najbliższej okazji, co mnie ominęło w dzieciństwie.

migotka333

postów: 1184

06.06.2009 14:23

szukałam we wszystkich zielnikach swoich (bo też się na tej roślince wychowałam), tak jak już snoozy napisał to tasznik pospolity, te serduszka to "owoce", mają działanie przeciwkrwotoczne, szczególnie w co-miesięcznej menstruacji. Tobołek trochę inaczej wygląda i podobno jest trujący dla bydła :-O i po roztarciu ma zapach czosnku (nie jadłam)

snoozy

postów: 2419

06.06.2009 13:10

Te serduszka to tobołki polne lub podobny do nich tasznik.Jadłem tego sporo bo dobre

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 12:05

Katarzynko siostrzyczko,dobrze ze chociaz Ty pamietasz serduszka. Calus siostrzyczko,i milego dnia.:-)))

KATARZYNKA

postów: 760

06.06.2009 11:25

A ja pamiętam i serduszka i wysysanie soku z traw. :-) My dodatkowo szukaliśmy jeszcze miodowych kwiatków (Jakże one się nazywały? Nie pamiętam w tej chwili) z których też wysysaliśmy soki. A moja mama jak była mała zjadała z przyjaciółmi tzw. dziki rabarbar.

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 10:43

Tez wysysalam i zyje.Sok jest smaczny,gryziona lodyga.soczysta grubsza i jasniutko zielona.Na takim jedzeniu,wyroslam na wielka babe.

minutka

postów: 1250

06.06.2009 09:59

Kłosów traw używałam tylko do zabawy w "kogucik czy kurka". Ale zrywałam łodygi traw, by wysysać z nich sok u nasady. Nie wiem, czy to zdrowe, ale było smaczne - lekko słodkawe - i nadal żyję, więc na pewno nie trujące.

Ela LISA

postów: 1956

06.06.2009 09:18

Wiesz to jest taka trawka,patyczek,na ktorym, w dosc sporych odstepach,na galazkach pojedynczo,sa malutkie zielone serduszka.Ciekawa jestem,czy to tez jest zdrowe.O chlebkach dowiedzialam sie od Ciebie ciekawostki.Wscipstwo,pcha mnie teraz do sprawdzenia,co jest z serduszkami.Moze to tez jest cos dobrego dla zdrowia,albo wprost przeciwnie. Ciekawe.

minutka

postów: 1250

06.06.2009 08:50

Elu, ja się nie boję próbowania różnego zielska. Tylko kompletnie nie wiem, o jaką roślinę z serduszkami chodzi.
A chlebki jadłam też za namową kolegów z ulicy. Rodzice chyba do tej pory nie wiedzą, co zajadaliśmy na dworze. Są natomiast przekonani, że zjadaliśmy te kijanki ze stawu;-)

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 19:00

Co do serduszek Minutko,to znajdziesz je w trawie.Zyje,ze mna ze 20 osob.Jadlam czesto, i chetnie,mozesz zjesc.

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 18:59

Moze kiedys pojade na dzialke, i sprobuje tego po 30 latach, majac pewnosc ze nie pryskane i nie ....
Teraz na trawnik nie mam ochoty.Dobrze ze to chociaz zdrowe bylo.Zastanawiam sie,z kad dzieci wiedza co jesc.Wiem od wielu lat,ze moja matka,tez to jadla jak byla mala.Ja jadlam,bo dzieci tez jadly.Nie wiedzialam tego od niej.

minutka

postów: 1250

05.06.2009 18:50

U nas z mleczami rosły osty i pokrzywy. Zupełnie nie czaję tych serduszek.
Jadłam wyłącznie chlebki ze ślazu zaniedbanego (przypomniałam sobie nareszcie nazwę tego ziółka)

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 18:26

To rosnie z mleczami i chwastami.Takie cienkie lodyzki,na nich serduszka malutkie i zielone.

minutka

postów: 1250

05.06.2009 18:21

Takich roślin kompletnie nie kojarzę. Poza tym ja się wychowywałam na obrzeżach miasta, więc trawników tam nie można było uświadczyć.

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 17:54

Minutko,czy jadlas tez takie zielone serduszka z galazek,rosnacych na trawniku.?

minutka

postów: 1250

05.06.2009 17:48

Orzechów włoskich nie jadałam, ale te chlebki (nazywaliśmy je świętojańskimi - nie wiem, dlaczego, bo chyba takiej nazwy nie posiadają) owszem. Niedawno się dowiedziałam, że roślinę stosuje się jako lek na schorzenia krtani (również na jej raka). Teraz wiem, dlaczego mój laryngolog nazywa mnie "pani-aksamitny głos" ;-) Dużo się tego zjadło, na szczęście z ogródka, więc bez "dodatków".
Migotko, widzę, że miałyśmy podobne pomysły. Niedawno Mama nas uraczyła opowieścią, że urządziliśmy (z rodzeństwem) Jej takie podłogowe zagniatanie ciasta z wszystkiego, co znaleźliśmy w torebkach w kredensie. Na szczęście tak było tylko raz. Potem było robienie "jedzonka" z piachu, wody i kijanek ze stawu. Nie przypominam sobie, żebyśmy to jedli, ale podczas wygłupów piach wdzierał się wszędzie, więc również do ust;-) A wszystkiego wypluć się nie dawało :-D

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 17:43

Co do smakow z dziecinstwa,to wczoraj wyszlo moje dziecinstwo.Stara a glupia.Zajrzalam do Hali Banacha,przy drzwiach pogadalam z ochrona,pogadalam z kasjerkami,ktore smialy sie ze pewnie po ciacho wpadlam,bo zyc bez nich i ciastek nie moge.Juz stojac przy drzwiach ,w gablocie ze slodyczami,widzialam jakies nowe ciacho.Okazalo sie ze to jest konkursowa Zygmuntowka.Oczka mi sie zaswiecily,natychmiast poprosilam o to wlasnie ciastko + jeszcze cos innego w ramach diety.Posmialam sie z wlasnego lakomstwa.Codziennie tam cos kupuje dla siebie lub kolezanek ,czasami pare razy.Nie mowiac o lataniu w ta i spowrotem, dosyc czesto.Zjadlam Zygmuntowke.Potem kupilam jeszcze dwie,dla sasiadki,matkujacej mi.Posmialy sie ze mnie sprzedawczynie,ze Eli smakowaly.Dziasiaj rano tez kupilam dwie,bo zbyt dokladnie nie sprobowalam,jak smakuja.Przy okazji ,nakarmilam tez kolezanke z innego dzialu,dodatkowym ciachem.Tyjemy obie, i obie jemy. Jednak jestem dziecinna.Smaki dziecinstwa,sa ze mna zawsze.Moze zjem to cos z trawnika,ktore jadlam jako dziecko,dla przypomnienia smaku.Czy ktos pamieta ten smak? Dobre chociaz bylo?

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 15:24

Co do smakow dziecinstwa.Pamietacie moze,wyjadanie z trawnikow,takich chwastow.Byly dwa rodzaje,chlebki i serduszka na galazkach.Jedlismy to namietnie,przy ulicach,z zasiusianych przez psy trawnikow.Dodatlkowo,orzechy wloskie,zielone.Scieralo sie zielona skorke o chodnik. Orzech w srodku,byl cierpki od soku, a lapy brudne przez miesiac.

migotka333

postów: 1184

05.06.2009 15:16

ja taka hardkorowa jak snoozy nie byłam... ale i tak moja mama miała ze mną siedem światów... bo od małego uwielbiałam mieszać na podłodze w kuchni mąki, cukry, kasze, jak jeszcze jajko się dostało i trochę wody albo wczorajszy obiad to była full zabawa :-DDD
Już wtedy pokazywałam moje zamiłowanie do kuchni i tak mi zostało. Tylko, że teraz coś konkretniejszego i bardziej zjadliwego mi wychodzi z takich mieszanin :-)

KATARZYNKA

postów: 760

05.06.2009 09:13

Ja jednak za latami 70/80-tymi nie za bardzo tęsknię. Jeden z nielicznych wyjątków stanowią te cudowne zimy.

Ela LISA

postów: 1956

05.06.2009 07:00

Takie placki z ciasta na pierogi,pamietam i ja.U babci byla gazowa kuchnia i weglowa.Pieklismy na niej to ciasto ,wycinane w figurki.Mialo bomble i super smakowalo.Plastry ziemniakow tez byly dobre.Ogolnie wszysko wtedy lepiej smakowalo.Nawet zimy byly inne.W latach 70 -tych,zaspy zrobione przez dozorce,byly wyzsze od mojego ojca.Na sankach jezdzilam ,czesto pies mnie ciagnal.

snoozy

postów: 2419

04.06.2009 20:48

Muchy były po muchozolu :-)
Makaron prosto z torebki lub świeży ale surowy.
Do kolekcji swoich kulinarnych głupot muszę doliczyc bigos i rolmopsy jak miałem pare miesięcy siostra mnie napasła bym się zamknął bo ryczałem.Zupe z trawy i błota.Wszystkie zielone owoce, kwiatki-szczególnie fiołki i szałwie ni i lizanie metalowej poręczy przy mrozie -20 stopni.Nie musze chyba mówic co było później, choc po tym później znów była powtórka.Potrzebowałem chyba dwóch dań-szpnaku bogatego w żelazo i lodów :-)

KATARZYNKA

postów: 760

04.06.2009 20:24

Ja zaledwie chciałam coś krzyknąć do koleżanek no i...zostałam zatkana. Tak dokładnie to nie wiem czy to była mucha. Jakiś owad na pewno.
Co do placuszków, to masz rację Minutko, aromat już niestety nie ten. Ale przynajmniej mamy jakieś wspomnienie dawnego smaku. :-)

minutka

postów: 1250

04.06.2009 19:50

Zazwyczaj staram się nie rozmawiać podczas szybkiej jazdy rowerem. Ale w okolicy mamy górę. Gdy z niej zjeżdżam nie mogę się powstrzymać przed okrzykiem radości. Licznik pokazuje 40-50 km/h i zjeżdżam niemal na złamanie karku. No i weź się tu powstrzymaj przed wybuchem radości! Uczucie jest niesamowite:-)
Dawniej Mama zagniatała więcej ciasta na pierogi czy makaron właśnie na takie placki-macę. Lubiłam takie mocno podpieczone na blasze. Te z patelni niestety już nie mają posmaku dymu z palonego drewna:(

KATARZYNKA

postów: 760

04.06.2009 19:15

Minutko, też miałam taki wypadek z muchą. Tylko, że podczas jazdy konnej (zresztą gdzieś już chyba o tym pisałam). Od tamtego czasu staram się nic do nikogo nie mówić, zwłaszcza podczas galopu. Co do podjadania suszącego się makaronu, to robiłam podobnie. Kilka razy nawet musiano go przenieść i umieścić poza moim zasięgiem - z obawy o mój żołądek i o ewentualne braki w niedzielnym rosole. Do dzisiejszego dnia podjadam wszelkie surowe ciasto. A jak zostanie mi ciasto z pierogów (o co się czasami trochę staram) to rozwałkowuję na placek i piekę na suchej patelni. :-)))

minutka

postów: 1250

04.06.2009 18:28

Snoozy, serio - zdechłe muchy? I w dodatku po potraktowaniu ich jakimś muchozolem? Nawet nie pytam jak smakowały. Czasem na wygłupach rowerowych jakaś (żywa) wpadnie... i to nie jest wcale smaczne.
Też podjadałam suchy makaron, albo raczej wysuszony, bo dawniej Mama robiła własny (zawsze!). Po pokrojeniu rozkładała na specjalnie do tego przeznaczonym ręczniku rozwałkowane placki, a potem po pokrojeniu jeszcze podsuszała kluski rozłożone na stolnicy. I właśnie takie ciasto jadłam. Aż Tata wpadł a pomysł, że będzie nam podpiekał na płycie (wtedy jeszcze była kuchnia kaflowa z płytą i fajerkami) takie rozwałkowane placki.
A podjadaliście Mamie ciasto drożdżowe odłożone do wyrośnięcia? Ja tak - uwielbiałam podbierać kawałek z rodzynką.

KATARZYNKA

postów: 760

04.06.2009 12:08

Ela LISA napisała 04.06.2009 08:10:
Ty wiesz ze wszystkie babki,karmily by tak swoich synow i mezow.
Elu na mężów to by już raczej nie podziałało. Chyba, że wszerz. :-)))

snoozy

postów: 2419

04.06.2009 11:53

Nie ginący tylko ewoluujący :-)

Ela LISA

postów: 1956

04.06.2009 11:20

Jakie mutanty? Piekny okaz samca 100%. Ginacy gatunek.

snoozy

postów: 2419

04.06.2009 08:37

Mutanty jedzą mutanty :-)

Ela LISA

postów: 1956

04.06.2009 08:10

Snoozy,moze powinienes zrobic swoj program Niecodzienne Rarytasy, z dopiskiem, bedziesz wygladal tak jak ja,kiedy bedziesz tak jadl.! Ty wiesz ze wszystkie babki,karmily by tak swoich synow i mezow.Kobiety nie lubia kurdupli.

KATARZYNKA

postów: 760

03.06.2009 22:46

Aha...to już teraz wiem na czym wyrastają 2 metrowi faceci. :-)))

snoozy

postów: 2419

03.06.2009 22:27

Nie wiem czy ktoś mnie przebije w jedzeniu dziwnych rzeczy ale chyba z moimi dziecięcymi potrawami pasowałbym do programu Niecodzienne rarytasy.Otóż mały Pawełek zjadał świeżo co spryskane zdechłe muchy (obowiązkowo bez skrzydełek), tapete ze sciany i suchy makaron (już jako 2 latek miałem ciągoty włoskie).Lubiłem sobie wkładac różności do nosa np fasole, która mi utkwiła i spęczniała przez co nie miałem szczepienia bo P. doktor myślała,że mam zapalenie zatok.Także byłem smakoszem od urodzenia :-)

minutka

postów: 1250

03.06.2009 17:52

Przypomniałyście mi, że w dzieciństwie, gdy Rodzice spuścili nas z oczu, zajadaliśmy się niedojrzałym agrestem czy porzeczkami albo czereśniami, o których napisała frodo1977. Aż cud, że się tym nie struliśmy;-) W każdym razie rzadko na krzaku można było znaleźć naprawdę dojrzały owoc w odpowiednim dla niego czasie. Na szczęście zawsze w odwodzie był sad sąsiada, który nie miał swoich dzieci, a psy skutecznie chroniły przed nieproszonymi gośćmi. A że sam nie nadążał z przerabianiem, mogliśmy pod Jego opieką najeść się dojrzałego agrestu, porzeczek, jabłek - smak jesiennych koszteli do tej pory wspominam z rozrzewnieniem...

migotka333

postów: 1184

03.06.2009 17:45

Dzięki i również ściskamy i pozdrawiamy Cię Katarzynko
:-DDD

KATARZYNKA

postów: 760

03.06.2009 16:25

Rozumiem Migotko. :-)))
To był taki mały żarcik. :-)))
Buziaczek dla Twojego synka od ciotki Katarzynki. Mimo, że wykańcza mamę, która m.in. dzięki temu jest szczęśliwa. Uściski dla Was obojga. :-)))

migotka333

postów: 1184

03.06.2009 10:43

ta historia to, Katarzynko z przed dobrych paru lat... :-)

w chwili obecnej jestem sama z synkiem (jeszcze tylko niecały m-c) i moja cała uwaga skupia się na nim, a wieczorem jestem tak padnięta, że już na nic nie mam siły... tylko podusia i głęboki sen.

KATARZYNKA

postów: 760

02.06.2009 13:06

Aaa...to już teraz wiem dlaczego ostatnio nie było Cię na forum - wcinałaś truskawki. :-)))

migotka333

postów: 1184

02.06.2009 08:38

to nie chodzi o alergię na truskawki, tylko na to czym one są pryskane... zawsze muszę umyć (tak jak inne owoce)

snoozy

postów: 2419

02.06.2009 08:37

Ja gdybym miał alergie na truskawki to chyba bym oszalał.Moge je jeść tonami :-)

migotka333

postów: 1184

02.06.2009 08:08

tak kiedyś miałam ochotę na truskawki, że nie zdążyłam umyć... no i alergia gotowa... było śmiesznie :-D bo ona sobie chodziła po całym ciele i każdego dnia inna część była zakrostowana.

migotka333

postów: 1184

02.06.2009 08:05

z robieniem dżemów zawsze czekam na truskawkę kaszubską... jest ona trochę później. U nas truskawki (te z południa Polski) jeszcze są po ok. 6 zł za kg. W zeszłym roku płaciłam 4 zł za kg (tej kaszubskiej).

snoozy

postów: 2419

01.06.2009 18:33

Ja pamietam jak byłem mały i był sezon truskawkowy to zawsze jechałem do babci.Praktycznie z pola truskawkowego nie zchodziłem.Dzem lubie bardzo,kompotu nie trawie.

minutka

postów: 1250

01.06.2009 18:19

Nie dziwię się temu szaleństwu z founde;)
Przeczuwam, że u nas też po Bożym Ciele będą robione truskawkowe przetwory. Tylko trzeba będzie kupić:(, bo naszych trochę zmarniało.

snoozy

postów: 2419

31.05.2009 21:40

Ja teraz mam faze na czekoladowe founde z truskawkami i truskawki z ocetem balsamicznym.Za tydzień zabieram się za mrożenie i dzemy

frodo1977

postów: 9

31.05.2009 16:43

Muszę spróbować, ale to przy następnej dostawie truskawek.

minutka

postów: 1250

31.05.2009 16:02

Ja do pracy zabieram truskawki rozgniecione i wymieszane z cukrem i kuskusem - stary smak w nowej wersji;-)

frodo1977

postów: 9

31.05.2009 15:25

Dziś zamierzam zrobić je z serem śmietankowym. To będzie eksperyment kulinarny, ale szukam nowych smaków, choć z radością i tęsknotą powracam do starych smaków. "Nie ma jak u mamy".... O tak

KATARZYNKA

postów: 760

31.05.2009 14:04

Też ten smak pamiętam. :-))) Ja jeszcze lubiłam porozgniatać je łyżeczką, żeby śmietana zrobiła się w czerwone paseczki. Ale w ostatnich latach zamiast śmietany zaczęłam dodawać gęsty jogurt. No cóż każdy wiek ma swoje prawa. :-)))

frodo1977

postów: 9

30.05.2009 10:12

Właśnie wróciłam z rynku z kupionymi truskawkami, już nie mogę się doczekać kiedy je zrobię za śmietaną jak w dzieciństwie u babci. takie prosto z krzaka i ze świeżą śmietaną. Pycha, truskawki smak dzieciństwa. Ale się rozmażyłam

frodo1977

postów: 9

17.05.2009 15:39

Dziś rano dokończyłam już na zimno i jak na razie nic mi nie jest, może dlatego że zaraz po śniadaniu poszłam spać i przespałam pół dnia. Ale dziękuję za radę.

KATARZYNKA

postów: 760

17.05.2009 14:24

frodo1977 napisała 16.05.2009 22:35:
Zrobiłam je dziś po południu a teraz siedzę i się zwijam z bólu, podrażniłam wątrobę
Biedactwo. W przyszłości polecam zaopatrzenie się w herbatę PU-ERH (dobrej jakości). Oprócz tego, że przypisuję się jej działanie odchudzające i usuwające alkohol z organizmu (?), to potwierdzić mogę, że pomaga przy przejedzeniu się zwłaszcza tłustymi rzeczami. Co u mnie następuje w święta i tłusty czwartek. Dlatego zawsze mam ją na półce. Naprawdę polecam, chociaż smakuje paskudnie.

snoozy

postów: 2419

17.05.2009 09:27

To jest własnie dziwne,ze w czasach dzieciństwa mogłem zjeśc więcej słodyczy niz teraz.Chyba miałem niedobór chromu :-)

frodo1977

postów: 9

16.05.2009 22:35

Jeśli chodzi o szpital lub to co z nim związane. Katarzynka podała przepis z dzieciństwa niby pączki. Zrobiłam je dziś po południu a teraz siedzę i się zwijam z bólu, podrażniłam wątrobę, oj to już nie te lata co w dzieciństwie, można jeść do woli i bez konsekwencji. Pomimo bólu warto było spróbować co inni jedli jak byli mali.

migotka333

postów: 1184

16.05.2009 21:56

od kiedy pamiętam, zawsze dostawałam kilo czereśni na urodziny, w miarę upływu lat waga czereśni się zwiększała... ale na szczęście nie doszła do 30... bo by mi szpital nawet nie pomógł :-D

snoozy

postów: 2419

16.05.2009 19:04

Czeresnie to ja wspominam szczególnie miło jak najadłem się zielono-żółtych i 3 dni w szpitalu spedziłem.Pamietam,że były dobre.Konsekwencje ich zjedzenia juz mniej dobre

frodo1977

postów: 9

16.05.2009 17:30

Jestem tu nowa ale wtrącę słówko. Moim wspomnieniem z dzieciństwa to świeże owoce prosto z drzewa, a zwłaszcza czereśnie, to nic że czasami niedojrzałe albo nadjedzone przez szpaki, których było mnóstwo. czasami było trudno zejść z drzewa i ustąpić rodzeństwu. Teraz tego drzewa już ie ma ale wspomnienie pozostało tym bardziej że już niedługo będzie czereśni duuuuuuuużo i można pojeść, ale już nie z drzewa..........

snoozy

postów: 2419

15.05.2009 19:20

Ja pamiętam jak pierwszy raz gotowałem mleko w puszcze i zaraz po zagotowaniu otworzyłem.To był cud,że sie nie poparzyłem.Troche mleka wyszło sobie z puszki samoistnie

KATARZYNKA

postów: 760

15.05.2009 12:19

Tak, mazurek z kajmakiem. Mmm...uwielbiam...

jacek1f

postów: 2296

15.05.2009 07:08

ach, to najprostszy mazurek swiata... tak sie robi - ukochana rzecz Mlodego:
puszka mleka slodzonego skondensowanego, 1,5 godziny od zimnej wody, cala przykryta woda i gotowana na malutkim ogniu.
Schlodzona i wyjeta z puszki (pol znika wtedy....)
Kruchy spod najprostszy i na nim rozmarowana masa.
Odlezane chwile.

Zwykle nie zdążę udokerować:-)

migotka333

postów: 1184

12.05.2009 21:15

ja gotuję puszkę mleka skondensowanego słodzonego i studzę, a gotowa masa krówkowa jest w mniejszych puszkach (przynajmniej taka jest u mnie) i droższa :-)

taką masą krówkową na święta polewam sernika pieczonego na kruchym spodzie, do tego garść orzechów włoskich. Kawałek takiego serniczka i rozpływam się...

snoozy

postów: 2419

12.05.2009 14:39

Masę krówkową kupuję gotową

KATARZYNKA

postów: 760

12.05.2009 12:13

Mieszasz to z masą krówkową od Nigelli, czy jakąś inną?

snoozy

postów: 2419

11.05.2009 21:43

Robie coś w rodzaju snickersa.
Mieszam orzechy, migdały i rodzynki z masą krówkową i pieke tą mnasę ok 30 min w temp 180 stopni a nastepnie kroje w prostokonty i zanurzam w rozpuszczonej czekoladzie i zostawiam na kratce do zastygniecia

KATARZYNKA

postów: 760

11.05.2009 20:47

migotka333 napisała 11.05.2009 20:31:
można też (jak ktoś lubi) na spód formy (wyłożonej folią aluminiową) wyłożyć cienką warstwę pokruszonych herbatników wymieszanych z roztopionym masłem, gdy zastygnie, na to masa krówkowa, a gdy ona ostygnie, polać po całości rozpuszczoną mleczną czekoladą. Wyjdzie taki domowy twix :-D
Fajny pomysł Migotko. :-)

Pawle, Ty też coś wspominałeś kiedyś o domowym marsie czy snikersie? Mógłbyś coś bliżej o tym napisać?

KATARZYNKA

postów: 760

11.05.2009 20:44

minutka napisała 11.05.2009 20:21:
Katarzynko, słowo się rzekło i zrobiłam pączusie na podstawie przepisu od Ciebie. To było to!
Bardzo się cieszę, że to jednak ten przepis, no i, że smakowało. :-)))

minutka napisała 11.05.2009 20:21:
I po kilku takich poniedziałkach możecie liczyć na spotkanie z podwójną minutką;-)
Nie martw się Minutko, "spalisz" w ogródku. :-)

migotka333

postów: 1184

11.05.2009 20:33

snoozy napisał 11.05.2009 15:32:
A oto przepis na krówki z pistacjami
5 czekolad 70% (w przepisie orginalnym jest mniej ale są za miękkie)
1 puszka (400g) słodzonego mleka skondensowanego
30 g masła
szczypta soli
150 g pistacji lub innych orzechów grubo posiekanych

W rondlu rozpuścic czekoladę, mleko, masło i sól.Mieszac aż składniki się połączą.
Dodac orzechy do masy
masę przelac do formy i odstawic do ostygnięcia a później wstawic do zamrażarki.Kroic na małe kawałki i trzymac pozostałe w zamrażalniku
pistacje jadam tylko "sote", w tym przepisie zastępuję je orzechami włoskimi :-)

migotka333

postów: 1184

11.05.2009 20:31

można też (jak ktoś lubi) na spód formy (wyłożonej folią aluminiową) wyłożyć cienką warstwę pokruszonych herbatników wymieszanych z roztopionym masłem, gdy zastygnie, na to masa krówkowa, a gdy ona ostygnie, polać po całości rozpuszczoną mleczną czekoladą. Wyjdzie taki domowy twix :-D

minutka

postów: 1250

11.05.2009 20:21

Katarzynko, słowo się rzekło i zrobiłam pączusie na podstawie przepisu od Ciebie. To było to! Pączki z maślanką, a w tle Barbra Streisand. Fantastyczne babskie popołudnie. A potem wygłupy, żeby spalić nadmiar kalorii. Było booooosko!
W następny poniedziałek będą krówki od snozy'ego. I po kilku takich poniedziałkach możecie liczyć na spotkanie z podwójną minutką;-)

KATARZYNKA

postów: 760

11.05.2009 16:54

Dzięki Pawełku. :-)

Ale jakbyście mieli jeszcze jakieś to są mile widziane, zwłaszcza na takie ciągnące się. :-)))

snoozy

postów: 2419

11.05.2009 15:32

A oto przepis na krówki z pistacjami
5 czekolad 70% (w przepisie orginalnym jest mniej ale są za miękkie)
1 puszka (400g) słodzonego mleka skondensowanego
30 g masła
szczypta soli
150 g pistacji lub innych orzechów grubo posiekanych

W rondlu rozpuścic czekoladę, mleko, masło i sól.Mieszac aż składniki się połączą.
Dodac orzechy do masy
masę przelac do formy i odstawic do ostygnięcia a później wstawic do zamrażarki.Kroic na małe kawałki i trzymac pozostałe w zamrażalniku

KATARZYNKA

postów: 760

11.05.2009 11:59

"Nigelli ekspresowo" nie posiadam. Oglądałam tylko jej programy kulinarne. Ale przepisu na krówki nie wyłapałam. Nie wiem czy dlatego, że go nie było czy też może ominęłam któryś odcinek. Więc jakbyś mógł Pawełku to podrzuć mi ten przepis. :-)

snoozy

postów: 2419

10.05.2009 16:10

Super przepis na krówki jest w Nigella Ekspresowo.Masz książkę.Jak nie to podam Ci przepis

minutka

postów: 1250

10.05.2009 15:41

Osobiście tego sposobu nie polecam - można przegapić odpowiedni moment i się poparzyć. A poparzenia olejem goją się bardzo długo i znowu nam się wywiniesz ze spotkania;-)

KATARZYNKA

postów: 760

10.05.2009 15:24

Słyszałam o tym w pracy. Ale sami dokładnie nie wiedzieli kiedy dokładnie ten alkohol dodawać. Dzięki Minutko. Spróbuję przy najbliższej okazji. :-)

minutka

postów: 1250

10.05.2009 15:17

Tak, do tłuszczu też można dodawać alkohol (chyba pisałam o ty w trickach w pokoju UDANE PRZYJĘCIE). Trzeba to robić bardzo ostrożnie, najlepiej wtedy, gdy olej już jest rozgrzany, ale nie za mocno.
Z krówkami nie pomogę, ale może osoby mające książki Nigelli, tej pomocy Ci udzielą:-)

KATARZYNKA

postów: 760

10.05.2009 14:50

A miał by ktoś z Was przepis na domowe krówki? Uszczęśliwiłabym tym moją mamę. Do dzisiejszego dnia wspomina smak krówek robionych przez ciocię, do której czasem jeździła na wakacje.

KATARZYNKA

postów: 760

10.05.2009 14:47

Migotko, możesz dać tyle samo. Ja dałam raz nawet rum i też były dobre.
Dowiedziałam się niedawno, że alkohol też można, czy trzeba, dodawać do tłuszczu w którym smażą się pączki i faworki. Wiecie coś na ten temat?

Ps. Minutko, proszę bardzo. Mam nadzieje, że będą Ci smakować, mimo, że są na proszku, a nie drożdżach. :-)

minutka

postów: 1250

10.05.2009 13:42

Katarzynko, dziękuję!!! Proporcji oczywiście nie pamiętam, ale oczywiście o takie cudeńka mi chodziło. Mama używała spirytusu. Kiedyś przyszedł do nas Wujek. Pojadł sobie trochę tych smakowitości, po czym zapytał, ile spirytusu dodaje. Usłyszał to Tata (kompletnie beztrunkowy facet) i potem musiała dodawać ocet (najlepiej tak, żeby widział), bo inaczej Tata nie wziąłby pączków do ust.
Spróbuję jutro. Tylko coś mi się kojarzy, że to były pączusie na drożdżach, a nie na proszku do pieczenia. Ale może po tylu latach to mi się coś pomieszało;-) Aczkolwiek wydaje mi się, że obwarzanki/oponki serowe (na białym serze) były z dodatkiem proszku, a te z serkiem homogenizowanym z drożdżami.

migotka333

postów: 1184

10.05.2009 13:29

wtrącę się... mam spirytus... ile mam go dać ?
kiedyś robiłam podobne, tylko bez dodatku alkoholu i wchłonęły pod czas smażenia mnóstwo tłuszczu. No i były nie zjadliwe :-)

KATARZYNKA

postów: 760

10.05.2009 13:08

Minutko, mam ten przepis dla Ciebie. Chyba o to chodziło?

NIBY PĄCZKI

1 1/2 szklanki mąki
250 g twarożku homogenizowanego
3 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru
szczypta soli
1 łyżka wódki lub octu

Serek dokładnie wymieszać z jajkami, mąką przesianą z proszkiem, cukrem, solą oraz dodać wódkę. Z ciasta formować kulki, kłaść na rozgrzany tłuszcz. Po wyjęciu osączyć z tłuszczu na bibule i posypać cukrem pudrem.

post edytowany 1 raz, ostatnio 10.05.2009 13:09

snoozy

postów: 2419

08.05.2009 23:25

Ja tez mam gdzies ten przepis.A kto z Was lubił zupy mleczne?Jak poszedłem do przedszkola to moja mam powiedziała,żeby nawet nie próbowały dawac mi zup mlecznych.Dlatego jak dzieciaki jadły zupy mleczne ja siedziałem z kucharkami w kuchni i jadłem kanapki.Było super

minutka

postów: 1250

08.05.2009 22:03

Migotko, dzięki, nie wpadłam na to, by zajrzeć do Szymanderskiej. Może dlatego, że Mama mi zaanektowała;-) Jak tylko będę u Niej, na pewno zajrzę.
Katarzynko, jeśli byś znalazła, to napisz. Mam na nie wielką ochotę, a u Rodziców będę za tydzień bądź dwa - nie wiem, czy tak długo wytrzymam;-)

KATARZYNKA

postów: 760

08.05.2009 21:54

Chyba wiem o co Ci chodzi Minutko, bo tez je uwielbiałam. Pogrzebię jutro w swoich przepisach i jak je znajdę to Ci podrzucę.

migotka333

postów: 1184

08.05.2009 21:54

ale co pewien czas w prasie "migają" mi podobne przepisy. Minutko, zajrzyj do książek Szymanderskiej ( te od Kuchni.tv), tam tez widziałam

migotka333

postów: 1184

08.05.2009 21:51

z rok temu coś podobnego robiłam... mi nie wyszły, bo pewnie miałam skiepszczony przepis

minutka

postów: 1250

08.05.2009 21:43

Całe szczęście były tylko 2 kanały, a do tego rzadko kto miał wtedy telewizor.
A wracając do wspomnień kulinarnych, to w piątki Mama robiła nam jakieś fantastyczne pączusie (malutkie jak orzech włoski), na serku homogenizowanym. Mam czasami na nie ochotę, ale gdzieś się przepis zapodział:-(

migotka333

postów: 1184

08.05.2009 21:35

Minutko, na szczęście że nie działała w tamtych czasach TVN 24 lub coś podobnego...

KATARZYNKA

postów: 760

08.05.2009 20:42

Moją kochaną mamę (razem z babcią) chyba też. Wymontowałam kiedyś drewniany pręt z łóżeczka i zwiałam. No cóż, jak widać zawsze miałam manualne zdolności. :-)

Co do szpinaku, to nigdy mnie nim nie karmiono na siłę (może dlatego, że nie chodziłam do przedszkola). Reszta kolegów i koleżanek bardzo mi tego zazdrościła. A ja nie mogłam pojąć dlaczego oni go tak nienawidzą? Przecież on jest taki pyszny i zieloniutki. I tak mi zostało do dziś. :-)

minutka

postów: 1250

08.05.2009 20:01

Gdyby teraz ktoś się dowiedział o zdarzeniach, o jakich napisaliście (migotka i snoozy), zaraz zostałoby to podane w wiadomościach. I Wasze Mamy wyszłyby na nieodpowiedzialne i niedbające o dzieci hetery.
Moi Rodzice usypiali mnie kasetą z nagraniami Mazowsza - podobno folkloru mogłam słuchać non stop i to były moje kołysanki - i wychodzili z domu.

migotka333

postów: 1184

08.05.2009 19:39

miałam 3 m-ce zostałam ze starszym bratem (mama wyskoczyła na zakupy), brat wpadł na genialny pomysł, aby mnie uciszyć, wepchnął mi kawałek banana do buzi (przywiezione przez tatę z Maroka). Na szczęście pomoc (mama) przyszła w porę :-)

minutka

postów: 1250

08.05.2009 18:15

Na całe szczęście nie chodziłam do przedszkola i nie musiałam jadać obiadów w szkole, bo Mama wtedy nie pracowała.
Ale pamiętam to łajno z 2 klasy sp z restauracji "U Matysiaków" W-wie. Zobaczyłam to coś pierwszy raz i nawet do ust nie wzięłam (dodatkowo dali kotlet schabowy, z którego zjadłam jedynie panierkę, oczywiście). A przekonałam się dopiero jakieś 6-7 lat temu, gdy zrobiłam sobie naleśniki według przepisu od Koleżanki. Teraz zjadam świeży, pieczony, smażony, dodany do zupy w ostatniej chwili - pod każdą postacią.

post edytowany 1 raz, ostatnio 08.05.2009 18:16

snoozy

postów: 2419

08.05.2009 18:01

"pyszny" tez był szpinak w przedszkolu.Taki zielony i plackowaty, dokładnie wyglądał jak krowie łajno.Smak też był wstrętny.Dopiero jak po ładnych kilku latach sam sobie zrobiłem szpinak, to zmieniłem zdanie na temat tego warzywa

minutka

postów: 1250

08.05.2009 17:53

Z dzieciństwa pamiętam, jak Mama karmiła nas co jakiś czas kapuśniakiem lub jego odmianą z zasmażką (taką odmianę Mama nazywa dziadem). Jak ja nienawidziłam tych zup!
1000 razy bardziej wolałam zwykłą kapustę kiszoną.

snoozy

postów: 2419

06.05.2009 19:02

Moim chyba największym wspomnieniem choc niestety to ja go nie pamietam a moja mama bo byłem za mały to fakt gdzy moja mama zostawiła mnie z moja siostra starszą o 7 lat na 10 min bo musiała wyjśc do sklepu.Ja miałem wtedy 7 miesiecy i siedziałem w łóżeczku i się darłem więc moja siostra nakarmiła mnie bigosem.Oczywiście zamknąłem sie.Moja mama nic by nie wiedziała gdzyby nie to,że jak wróciła z buzi wisiała mi kapusta.Siostra dostała opierdziel.3 miesiące póxniej powtorzyła numer ale z rolmopsami.Do dnia dzisiejszego pochłąniam bigos i rolmopsy tonami

migotka333

postów: 1184

06.05.2009 10:40

koszmar naszego dzieciństwa : rozgotowany makaron (mojej Mamie wybaczałam, bo sama robiła makaron, taki domowy :-)

KATARZYNKA

postów: 760

05.05.2009 15:05

U mnie w domu też babcia słodziła zarówno sałatę jak i pomidorową. Chyba podobnie jak mama Minutki próbowała mnie w ten sposób przekonać do jej jedzenia, ponieważ byłam niejadkiem skupionym raczej na smaku słodkim. Niestety połączenie słodzonej pomidorówki + rozgotowany makaron zaowocowało wieloletnią odrazą do tej potrawy.

minutka

postów: 1250

05.05.2009 11:28

Moja Mama do tej pory makaron i ryz rozgotowuje...

MarcinO

postów: 415

04.05.2009 22:07

moje wspomnienia kulinarne z dzieciństwa:
- smalec
- kapusta młoda ze słoninką
- zupy owocowe z rozgotowanym makaronem (o zgrozo!:))
- rozgotowany ryż (o zgrozo! nr 2) z jabłkami lub innymi owocami jakie były pod ręką polane śmietaną
- galaretki owocowe (szczególnie truskawkowa mi utkwiła w pamięci)
- racuchy
- ziemniaki w popiele

a poza tym marchewka prosto z ogrodu niemyta itp. to dla mnie też był standard. Nie zapomnę jak w nocy z siostrą na działce wybraliśmy się po kryjomu na wiśnie. Niestety rano się okazało, że nie wszystkie były dojrzałe, a zielone wiśnie niezbyt dobrze robią na organizm.

P.S. Odnośnie do gumy Turbo, to piłem kiedyś drinka który smakował podobnie jak ta właśnie guma. W skład drinka wchodziła wódka, pepsi i chyba fanta ananasowa. Proporcji nie pamiętam, ale fanatycy na pewno sobie poradzą:)

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 21:19

po prostu smaki sobie równoważył. Pomidor kwaśny - cukier słodki :-)

snoozy

postów: 2419

04.05.2009 21:17

Tak,pomidorową tez słodził.Miała dziwny smak

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 21:10

pomidorową też słodził ?

minutka

postów: 1250

04.05.2009 21:09

No cóż - przyzwyczajeń i tradycji nie zmienimy. Moja Mama też słodziła pomidorową, żeby mnie do niej przekonać, bo skarżyłam się, że jest kwaśna. Dziwiło mnie, że nie robiła tego samego w przypadku żuru, szczawiowej czy ogórkowej, których nie jadam z tego samego powodu do tej pory (choć ogórkową oszukuję na swój użytek i dodaję więcej marchewki).

snoozy

postów: 2419

04.05.2009 21:02

Słodzenie smietany do sałaty to profanacja sałaty :-)Zawsze podziwiałem mojego dziadka, który słodził smietane do sałaty i pomidorową

minutka

postów: 1250

04.05.2009 21:01

migotka333 napisała 04.05.2009 20:50:
to chyba mieszkałyśmy w tym samym domu, sałata (masłowa), ta z kwaśną śmietaną zawsze była robiona z cukrem (na słodko).
Migotko, gdy zaczęłam czytać Twoje wpisy, też przyszło mi to do głowy, ale potem zdałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe;-)
U nas raczej szarlotka. Jabłecznik zaczęłam robić ja dopiero, gdy poszłam do szkoły - pierwszy okazał się zakalcem:-(, który wszyscy dzielnie jednak zjedliśmy.
Króliki też jadaliśmy - pieczone w prodiżu, bo wtedy mieliśmy jeszcze kuchnię kaflową z piecem, w którym świetnie piekły się ciasta i chleby, ale mięso nie wychodziło, jak należy.

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 20:53

minutka napisała 04.05.2009 20:37:
Już w jakimś topicu pisałam, ale tu powtórzę. U nas z powodu kłótni o żołądki i wątróbki wprowadziliśmy dyżury (na szczęście Rodzice nam je oddawali).
A na deser niemal zawsze ciasto drożdżowe - ulubione ciasto Taty.
albo jabłecznik (nie szarlotka)

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 20:52

moim największym koszmarem z późniejszego dzieciństwa, było robienie pasztetu z królika... zawsze płakałam jak było mielone z niego mięso :-(

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 20:50

minutka napisała 04.05.2009 20:09:
Czyli potwierdza się moja teza - wzrost zależy od ilości zjedzonych schabowych;-) Gdybym poszła z tym do dyrektora instytutu naukowego, chyba spadłby z fotela i nigdy więcej nie zechciałby mnie widzieć:-)
Migotko, miałam w dzieciństwie dokładnie takie same niedzielne obiady:-) A do nich buraczki lub kapustę kiszoną, w sezonie natomiast sałatę ze śmietaną lub sałatkę z pomidorów, ogórków i cebuli. A na pierwsze oczywiście nieśmiertelny rosół z makaronem maminej roboty.
to chyba mieszkałyśmy w tym samym domu, sałata (masłowa), ta z kwaśną śmietaną zawsze była robiona z cukrem (na słodko).

post edytowany 1 raz, ostatnio 04.05.2009 20:50

minutka

postów: 1250

04.05.2009 20:37

Już w jakimś topicu pisałam, ale tu powtórzę. U nas z powodu kłótni o żołądki i wątróbki wprowadziliśmy dyżury (na szczęście Rodzice nam je oddawali).
A na deser niemal zawsze ciasto drożdżowe - ulubione ciasto Taty.

snoozy

postów: 2419

04.05.2009 20:15

U mnie zawsze była wojn ao żołądekkurzy z rosołu.Każdy chciał.Na drugie był kurczak pieczony ziemniaki i buraki.
Pamiętam,ze byłem fanatykiem pasztetowej dopóki siostra mi nie powiedziała,ze dodają do niej papier toaletowy (Jak się okazało była rzeczywiście jaks afera z tym papierem)

minutka

postów: 1250

04.05.2009 20:09

Czyli potwierdza się moja teza - wzrost zależy od ilości zjedzonych schabowych;-) Gdybym poszła z tym do dyrektora instytutu naukowego, chyba spadłby z fotela i nigdy więcej nie zechciałby mnie widzieć:-)
Migotko, miałam w dzieciństwie dokładnie takie same niedzielne obiady:-) A do nich buraczki lub kapustę kiszoną, w sezonie natomiast sałatę ze śmietaną lub sałatkę z pomidorów, ogórków i cebuli. A na pierwsze oczywiście nieśmiertelny rosół z makaronem maminej roboty.

snoozy

postów: 2419

04.05.2009 14:55

Źle doczytałem.Oczywiście,że jadłem schabowe a panierki nie.

migotka333

postów: 1184

04.05.2009 12:42

też pamiętam taką czekoladę, dodawałam sobie ją do obowiązkowego picia mleka w pierwszych klasach podstawówki. Trzeba było do niego (tego mleka) nosić karteczki, które pani (wydająca mleko) odcinała :-D

U mnie w domu obowiązkowo na niedzielny obiad był schabowy na przemian z pieczonym kurczakiem.

Do schabowego - surówka z marchewki i jabłka ze śmietana na słodko, a do mielonych - mizeria.

minutka

postów: 1250

04.05.2009 12:22

Jak to nie jadłeś kotletów schabowych? W poprzednim poście napisałeś, że specjalnie dla Ciebie robiono je bez panierki!;-)
Oranżadę też pamiętam, potem była jeszcze w butelkach gazowana w różnych kolorach - zajadałam i zapijałam się nią bez opamiętania, dopóki się nią nie strułam już jako nastolatka. Może to i dobrze, bo teraz z takich farbowanych napojów pijam raz-dwa razy na rok colę. Z gazowanych jeszcze czasem piwo popijam:-)
Z początków szkoły podstawowej pamiętam też zajadanie się bezami, które dostawaliśmy od sióstr, u których potem kończyłam liceum. Tak się nimi wówczas opychałam, że teraz patrzeć na nie nie mogę;-)
A! I jeszcze czekolada w proszku, którą przywozili nam z Francji znajomi. Ależ to był wówczas rarytas! Pijaliśmy ją raz dziennie na śniadania, żeby na dłużej wystarczało;-)

snoozy

postów: 2419

03.05.2009 22:13

Ja nie jadłem a mam 2 metry :-).Pamiętam też landryny w pergaminie i oranzade w proszku a później w workach plastikowych

minutka

postów: 1250

03.05.2009 20:42

A ja najbardziej z kotletów schabowych lubiłam tę panierkę:-) Zdejmowałam ją na talerz, a kotleta oddawałam Bratu (pewnie dlatego on wyrósł ponad 1,80 m, a ja zostałam przy swoim 1,55 m ;-) ).

minutka

postów: 1250

03.05.2009 20:39

Nazwa coś mi przypomina, ale kompletnie nie pamiętam tych wafli. Turbo też nie kojarzę (zatrzymałam się na donaldówach i po nich zrobiłam sobie długą przerwę), chyba że chodzi o gumy, do których dołączane były fotki samochodów. Uwielbiał je brat i zbierał te fotki.
A pamiętacie smak wakacyjnych drożdżówek? Z truskawkami, jagodami, malinami, jeżynami itp. Z rodzeństwem "zatrudniliśmy się" kiedyś przy zbieraniu malin i każdego dnia "po pracy" mogliśmy wziąć łubiankę do domu (oprócz oczywiście "wypłaty" w gotówce).

snoozy

postów: 2419

03.05.2009 20:35

Przez gumy kulkowe miałem niezły ból bo mi wyciągneły nerw z dziury w zębie.Darłem się,że hej.Były donaldy, maoam i huby buby.Koszmar.Pamiętam też kotlety schabowe, które specjalnie dla mnie nie były panierowane bo nie trawiłem panierki.Do dnia dzisiejszego panieryje tylko w sezamie i ziołach.

migotka333

postów: 1184

03.05.2009 20:22

a pamietacie wafelki KUKURUKU, z naklejkami do wklejania w specjalny zeszyt :-)
zajadałam takie ilości, że do tej pory mam je w biodrach :-D

blok czekoladowy na margarynie Palma i mlekiem w proszku z herbatnikami i rodzynkami. Tydzień trzeba było na niego czekać, aby "doszedł" w lodówce.

a po Donaldzie była guma Turbo...

minutka

postów: 1250

03.05.2009 19:54

migotko, ale nie wszystkie, bo nie wszystko pasowało do tematu:-)
Pamiętam też gumy balonowe (taką miały nazwę), które kupowało się w kioskach RUCHU. Kosztowały wtedy 50 groszy. Potem pojawiły się takie kulkowe kolorowe i puste w środku, a później dotarły do na donaldówki z minikomiksami w środku.

migotka333

postów: 1184

03.05.2009 18:39

niektórzy z nas smaki swojego dzieciństwa powspominali w temacie kuchnia polska (tym "konkursowym").

snoozy

postów: 2419

03.05.2009 18:34

Ach te dzieciństwo :-)krówki robione na patelni.Pamiętam mojego pierwszego batona Mars.Miałem wtedy 4 lata i ciocia mi przywiozła z Kanady.Smak był obłędny.Teraz nie smakują mi wcale.Jeśli jem to tylko robione przez siebie z mleka skondensowanego i ziaren

minutka

postów: 1250

03.05.2009 17:19

My wycieraliśmy marchewki o koszule (w latach 70-tych i 80-tych Mama musiała się wykazać niezwykłą cierpliwością do wywabiania plam z naszych ubrań).
Zgadzam się, że najlepsze jabłka były od sąsiada - pamiętam smak nieodżałowanych koszteli ściętych wiele lat temu, niestety. Szczytem było zrywanie śliwek z tego samego szczepu śliw - dzieci sąsiada zrywały od nas, a my od nich. Był w tym niesamowity urok. Tylko agrestu i białych porzeczek nie jedliśmy od sąsiada - te były lepsze u nas.
Z rozrzewnieniem wspominam też smak babcinego chleba. Był absolutnie doskonały - i mógł poleżeć nawet 2 tygodnie (gdy babci zrobiło się zbyt dużo ciasta). Teraz Babcia nie jest już w stanie ustalić ilości i rodzaju składników.
Inne niezapomniane babcino-dziadkowe smaki to: olej rzepakowy, śmietana, twaróg, sernik, truskawki (morze truskawek) i pecłonki (gąski zielone, których zatrzęsienie było u dziadków, a w naszym lesie bardzo mało). Zawsze wychodziliśmy na autobus po Mamę, gdy wracała od babci, bo w maju i czerwcu można było zjadać po drodze truskawki prosto z łubianki.

snoozy

postów: 2419

03.05.2009 14:39

ja pamiętam mięso wieprzowe ze słoika na kanapki w czasie żniw.marchewki prosto zpola wytarte o zroszoną trawe, jabłka i słoneczniki od sąsiadów bo choc ciocia miała tego tyle,ze hej to sąsiedzkie były naj

minutka

postów: 1250

03.05.2009 13:45

Rodzinne wypady na jagody odbywały się, odkąd tylko pamiętam, co zresztą Wujek uwieczniał na zdjęciach. Jechaliśmy na kilka godzin. Wracaliśmy, gdy było przynajmniej 5 litrów w wiadrze. Potem w domu zasiadaliśmy do przebierania, by je wykorzystać w przetworach.
W wakacyjne piątki wyruszaliśmy z rodzeństwem rowerami do lasu na jagody, by potem lepić pierogi na obiad. "Podkradaliśmy" po 2-3 pierogi i wybiagaliśmy z nimi na dwór. Zaraz przy nas pojawiały się osy i gimnastykując się podczas ich odganiania paskudnie brudziliśmy bluzki (ku rozpaczy Mamy).
Pod koniec lata jeździliśmy też na borówki (na konfitury z jabłkiem lub gruszką) i żurawiny. Tych ostatnich już nestety nie ma w naszym lesie - to chyba efekt zmian klimatu. Dawniej rosły w okolicach jeziora w środku lasu. Teraz po jeziorze już śladu nie ma, a co za tym idzie i żurawiny się skończyły.
Las to oczywiście grzyby! Mnóstwo różnych - do spożycia od razu w zupie (u nas nazywa się ją zalewajką), sosach lub w jajecznicy, na suszenie, a od kilku lat również do zamrażania.

snoozy

postów: 2419

03.05.2009 12:12

Przeniosłem ten wątek z Pannetone.
Ja pamietam jak chodziło się na jagody a później były pierogi z jagodami i jagodzianki.Grzybów też w wakacje było dużo.Zupa i sos do niedzielnego objadu zawssze był z grzybów