Widelcem po mapie

ostatnio na forum >>

Olej kokosowy dobry na wszystko >

Dlatego warto poczytać czym różni się nierafinowany od rafinowanego, jakie mają właściwości...

Olivia, 22.08.2017 | czytaj dalej


Zdrowe koktajle >

Jarmużem ;)

Martaa, 21.08.2017 | czytaj dalej


internet a babcia >

Myślę, że da radę ;)

Martaa, 21.08.2017 | czytaj dalej

w sumie tematów: 1946, wpisów: 29733
najnowszy wpis: 22.08.2017 09:43

Mamy 26983 zarejestrowanych użytkowników.

Jeśli chcesz się wypowiedzieć na naszym forum zarejestruj się w serwisie.

Wasze przepisy

FORUM kuchnia+ Wpadki kulinarne.

snoozy

postów: 2419

14.05.2009 21:02

Danie rodem z Pascala.Więcej napisane niż samego jedzenia

KATARZYNKA

postów: 760

14.05.2009 19:15

MarcinO napisał 14.05.2009 12:22:
"Polędwica wieprzowa nadziewana łososiem w otoczce z farszu z cielęciny z dodatkiem wątróbki i szparag, zawinięta w szynkę parmeńską i kapustę włoską w sosie z groszku cukrowego"
Matko jedyna! Kto to-to wymyślił?!

Marcinie, chyba wejdę na podaną przez Ciebie stronę, bo wciąż nie mogę uwierzyć, że coś takiego na świecie istnieje.

Ela LISA

postów: 1956

14.05.2009 19:03

Mus pianka z watrobki na pierniku dojrzewajacym z sosem piwnym z migdalami prazonymi w slomke cietymi .

Zapewniam ,ze jest to takze najzyczajniejsze danie pewnego szefa kuchni.
To wszystko, zawsze jest gruba przesada.
Nazwy dluzsze od mikroskopijnej porcji na talerzu.Czesto po francusku. A to wszystko po to,zeby upolowac jelenia,ktory zaplaci za byle co,gore kasy.

migotka333

postów: 1184

14.05.2009 18:01

MarcinO napisał 14.05.2009 12:22:
Chodzi tu oto, jak można przegiąć z "wykwintnością", a więc: "Polędwica wieprzowa nadziewana łososiem w otoczce z farszu z cielęciny z dodatkiem wątróbki i szparag, zawinięta w szynkę parmeńską i kapustę włoską w sosie z groszku cukrowego"
brzmi pięknie...a w menu (serwującej to danie restauracji) pewnie ta nazwa figuruje w języku włoskim lub francuskim i bądź tu mądrym :-)

Ela LISA

postów: 1956

14.05.2009 15:08

Marcinie O, teraz chyba nie dziwisz sie ,dlaczego tak tepie szefow kuchni. Te ich pokazowki,szpan,ta otoczka sztucznosci,jest tylko dla glupich ludzi,madry na to nie da sie zlapac.Zawsze patrze na takie gotowanie , baardzo -krzywym okiem.

kropiak

postów: 60

14.05.2009 13:48

Witam.
Od razu przyszła mi do głowy ostatnia wpadka mojego męża. Przygotowywał śniadanie (zazwyczaj ja to robię, on jest raczej specjalistą od obiadów) i tak bardzo chciał urozmaicić płatki z mlekiem, że płatki (gotowa mieszanka z owocami itp.) postanowił uprażyć na patelni, a mleko wzbogacić smakiem owoców (zmiksował z kiwi...). W rezulatcie dostałam delikatnie spalenizną smakujące płatki zalane potwornie gorzkim seledynowym płynem... jeść się tego nie dało, ale do dziś jak sobie to wspominam, to mi się tak jakoś miło robi (że tak się postarał).

MarcinO

postów: 415

14.05.2009 12:22

nie jest to moja wpadka i nie jest to wpadka w potocznym rozumieniu. Chodzi tu oto, jak można przegiąć z "wykwintnością", a więc: "Polędwica wieprzowa nadziewana łososiem w otoczce z farszu z cielęciny z dodatkiem wątróbki i szparag, zawinięta w szynkę parmeńską i kapustę włoską w sosie z groszku cukrowego"

podaję linka jak ktoś nie wierzy i polecam wczytać się w sposób przyrządzania sosu z groszku cukrowego, bajka;)

http://mistrzowie.gastrona.pl/art /article_8871.php

Ela LISA

postów: 1956

06.05.2009 19:27

Lepiej gotowai i sie tym bawic,niz nic nie robic.Moze zrobie wrescie te paczki? :-))

snoozy

postów: 2419

06.05.2009 18:56

Nie ma wpadek ten kto nie gotuje :-)

Ela LISA

postów: 1956

06.05.2009 18:15

O przypalonych gotowanych jajkach,o wygotowanym rosole - smierdzacym przez tydzien spalonym miesem i tluszczem. O burakach ,wyrzucanych z garnkiem - kilkakrotnie,bo dziwna sprawa,zawsze wtedy o nich zapominam,wychodzac z domu,lub rozmawiajac godzinami z kims kto do mnie dzwonil. I o przypalonym ryzu,i garnku ktorego nie udalo mi sie doczyscic ,nie napisze.Bo i po co. Pewnie kazdy tak ,wiele razy mial.Te wszystkie wypadki,nie zniechecaja mnie do gotowania.Mam z tego radosc i bardzo lubie to robic.To taka duza przyjemnosc w zyciu.

Ela LISA

postów: 1956

06.05.2009 16:21

Mialam nascie lat,zawsze wydawalo mi sie,ze smzenie paczkow,to jakas czarna magia,i cos okropnie trudnego.Dorwalam przepis z Naj, na paczki puchatki.Na zdjeciu ,pieknie wygladaly..Zaczelam wyrabiac ciasto,bylo okropnie plynne,dodawalam wiec tego i tamtego,starajac sie to ciasto uratowac .Okropnie sie zmeczylam,ale robilam co moglam.W czasie lepienia paczkow,ladowalam duzo marmolady.Nie wiedzialam,jaka ma byc ich wielkosc,tego nie napisali.Paczki strasznie wyrosly,mnie osobiscie przerosly.Balam sie tego dotknac,nie mowiac o smazeniu.Mama to robila,jeden paczek ,na duzy gar tluszczu.Ja jeszcze stalam,i gadalam ,na poczatku pod przykryciem,potem bez po ,przewroceniu na druga strone. Paczki jeszcze rosly w trakcie smazenia.Zrobilam lukier,posiekalam skorke pomaranczowa. To byly paczki giganty.Jak wielkie kule armatnie..2 wchodzily na duzy polmisek,a trzeci ,na gore na dwa z dolu,trzeba bylo trzymac zeby nie spadly.Udaly sie,rewelacyjnie.Pyszne ,delikatne i pulchne.Sasiedzi padli z zachwytu,cala rodzina tez.Chociaz wczesniej krakali. ze beda z zakalcem.W nastepnym numerze Naj, napisali sprostowanie do przepisu.Dali za duzo mleka, i czegos tam jeszcze.Zyje w podziwie rodziny,od co najmniej 22 lat.Nigdy wiecej nie smazylam paczkow tradycyjnych.Uwielbiam bawic sie drozdzowym ciastem,ale te zrobione kiedys paczki,mnie przerosly.Boje sie spasc z piedestalu. Takiego efektu nie osiagne. Zyje jak tchorz,bo nie chce sie osmieszyc,i wyprodukowac bubla.Moze kiedys sie odwaze,ale nie wiem kiedy.Zrobie to w tajemnicy.W razie czego,trafia na smietnik.Zyje w wielkim podziwie,ciagle slysze o tych paczkach,a mnie to dobija,i bardzo sie wtedy lyso czuje. Ja ich nawet sama nie smazylam.Tylko,wyprodukowalam.

caer

postów: 194

06.05.2009 14:27

Młoda byłam...
Ciasto postanowiłam wykonać własnoręcznie i rodzinę zadziwić
wszystko wg przepisu
tyle że słone wyszło...
do tej pory nie wiem jak to zrobiłam

od tego czasu wyznaję zasadę, że z ciast to mi najlepiej śledzie w śmietanie wychodzą :)

migotka333

postów: 1184

06.05.2009 09:21

wprawdzie, te wpadki nie przytrafiły mi się osobiście...
moje kochanie robiło sobie zylc (na większą ilość) i nie dopatrzył jakie daje przyprawy... i sypnął (hojną ręką) mielony cynamon :-D
również dotyczy mojego męża... ta już mnie bardziej dotyczy, zamroziłam krew z kaczki na czarninę. Gdy mąż chciał zrobić sobie zupkę... słoik mu pękł i cała zawartość rozprysła się po kuchni... ile sprzątania było. Od tamtej pory nie robił sobie swojej zupki :-D

snoozy

postów: 2419

06.05.2009 08:26

Pamiętam jak zrobiłem napój z kwiatów bzu czarnego.Zamknąłem butelki i postawiłem na okno na słońce.Butelki się rozgrzały i je rozsadziło.Moja mam myąlała,że ktoś bombe do kuchni wrzucił.Szkło było powbijane w sciany.

Ela LISA

postów: 1956

06.05.2009 07:22

Bylam juz troche starsza,mialam, moze 14 lat lat.Dorwalam ksiazke kucharska ,kuchnia rosyjska.Byl tam ciekawy rozdzial,o kwasach.Nigdy czegos takiego nie pilam.Chcialam zrobic,byly tam podane ilosci skladnikow,do przygotowania chyba ze 20 litrow na raz.Wybralam 2 kwasy,w tym cytrynowy z rodzynkami,i dodatkowy przepis na szampan z mleka zsiadlego.Podzielilam te skladniki,ale i tak wyszly wielkie ilosci.Od wszystkich znajomych i sasiadow,powyciagalam butelki.Bardzo duzo bylo po Sangriach,wtedy bardzo modnych.
Ponalewalam do butelek,do pelna.Nie bylo tego gdzie poukladac,za duzo bylo. Zostawilam czesc w kuchni,poustawianych na szafkach,reszte wynioslam do rodzicow.Na regale poustawialam, na gorze i gdzie sie tylko dalo.Mama widzac w jakim jestem amoku,nic nie mowila.Sama tez byla ciekawa efektow.Bylo strasznie goraca.
W nocy,wystraszyl mnie i mojego brata,straszliwy huk i kanonada.Jeden lomot byl taki ,ze az echo poszlo.Te butelki,zaczelo rozsadzac.Nazbieral sie gaz,nie bylo miejsca.Eksplodowaly.Na pierwszy lomot,moj ojciec, udezyl sie ze strachu w glowe o sciane.To byl ten gluchy, najsilniejszy lomot.Mial guza giganta.Mama przez sen,zrywajac sie z lozka,o cos sie bolesnie udezyla,cos tam tez wywrocila.Wszystko bylo zalane,w kuchni tez.Pozostale cale butelki,rodzice odkrecali,a to strzelalo na poczatku strumieniami.Nie uslyszalam nawet jednego zlego slowa.Wiecej nie proodukowaam kwasow. Ani szampana z mleka. Poza tym byly takie sobie.

Ela LISA

postów: 1956

06.05.2009 07:04

Mialam jakies 7- 8 lat.Mamy nie bylo w domu,a ja chcialam ugotowac zupe.Nie wiem dla czego,wybralam krupnik. Wzielam taki brazowy garnek do mleka,chyba 2- 2 1/2 litrowy,z jedna raczka.Wlozylam mieso,dodalam starta na jarzynowej tarce wloszvczyzne,pokrojone ziemniaki,przyprawy.Wlalam wode,i wsypalam chyba 1 duze op kaszy.Wszystko, postawilam na takiej malej ,przenosnej ,jedno spiralowej kuchence elektrycznej.Na kuchence bylo mi nie wygodnie.Wlozylam lyche,i zaczelam gotowac.Wszystko straszliwie zgestnialo, goraca lycha w tym stala,smierdzialo,wyciekalo i tak sie gotowalo.Mieso i warzywa twarde,calosc do polowy spalona.Mama wrocila do domu,jednego zlego slowa nie powiedziala,tylko te cala smierdzaca zawartosc razem z lycha wyrzucila na smietnik.Potem powiedziala mi ,do zupki daje sie tyklo 2 - 3 lyzki kaszy.

snoozy

postów: 2419

05.05.2009 22:25

Ja też piekłaem z siostrą tylko na zawody.Kto lepsze ciasto upiecze.W komisji była mam babcia i tata, czasem sąsiedzi.Kiedys moja siostra wygrała jednym głosem i z nerwów wyciąłem jej najładniejszej lalce dziure w ustach i wepchnąłem pozostałe jej ciasto do środka.Ale byłem podły :-)

migotka333

postów: 1184

05.05.2009 21:34

przypomniałam sobie, jak z siostrą piekłyśmy ciasta... siostra swoja blachę wstawiła na niższą półkę, a ja na wyższą. Chciałyśmy zaoszczędzić czasu (i gazu). Moje ciasto tak urosło, że przywarło do ścianek piekarnika... :-D
Przez tydzień szorowałam piekarnik :-D

snoozy

postów: 2419

05.05.2009 21:30

Następna w padka to wstawienie ciasta do piekarnika, w którym na dnie była patelnia z plastikową rączką.Wstawiłem ciasto i poszedłem z psem na spacer.Nie było mnie 20 min.Na klatce czułem smród palonego plastiku.Mysłąłem ,ze to kable a tu akurat stopiła się rączka od patelni.Finał-brak ciasta i patelni

migotka333

postów: 1184

05.05.2009 20:34

moje pierwsze działania kulinarne odbywały się na tzw. lekcjach Zpt.
Smażenie frytek zakończyło się użyciem gaśnicy przeciwpożarowej, nieśmiertelne jajka w sosie musztardowym. Niezrażona pierwszymi niepowodzeniami, gotowałam dalej. Najlepiej wychodził mi "murzynek", co mi zostało do tej pory, bo specjalizuje się w ciastach :-)

snoozy

postów: 2419

05.05.2009 18:54

Moją największą głupota było przygotowanie paelli dla gości do której dodałem mnóstwo skorupiaków.Nie mogłem jej spróbowac bo jestem uczulony na chityne więc wszystko było na czuja.Podałem na stół.Wszyscy się zajadali a ja patrzyłem.Po kilku minutach nałozyłem sobie oczywiście zamiast salatki paelle.Finał-impreza przeniosła się na izbę przyjęc.A ja od tamtej pory jak gdzies ide to zabieram hydrocortizon

minutka

postów: 1250

05.05.2009 18:06

Katarzynko, skoro jedliście, to jednak byłaś lepsza od Pokory:-) W filmie to Mu się chyba ten makaron przypalił - przynajmniej kolor wody i makaronu na to wskazywał.

jacek1f

postów: 2296

05.05.2009 17:34

1. Smażony salceson na patyelni - mój Młody zdziwony, że została mu woda i pare chrzastek. O mało nie uarłem ze smiechu:-)))

2. Pierwszy karp po zydowsku mój - zamiast 5 minut obgotowania, gotowałem rybe 15 minut i zdziwlilem sie ze zniknela i tylko osci i kregoslup da sie wylowic sposrdo rodzynek i innych rzeczy.
Ale wyszlo z tego cos dobrego - bo takiej zupy rybnej bogatej nikt nie jadl:-)))

KATARZYNKA

postów: 760

05.05.2009 17:24

Przypomniało mi się jeszcze jak zaczynałam swoją przygodę z pieczeniem ciasteczek. Znalazłam taki przepis w którym ciastka piekło się ok. 15-20 minut. Mnie wydawało się, że to jednak za krótko, zwłaszcza, że ciasteczka były blade (nie napisali, że takie maja być). Gdy po chwili wróciłam do kuchni zauważyłam, że mam jakoś biało przed oczami. Pomyślałam, że to może mąka która osadziła mi się na szkłach okularów (wtedy jeszcze nie byłam szczęśliwą posiadaczką szkieł kontaktowych), co już mi się zdarzało. Niestety okazało się, że to zwęglone dwa rzędy ciasteczek.

KATARZYNKA

postów: 760

05.05.2009 17:15

minutka napisała 05.05.2009 16:45:
Jak długo jedliście ten makaron? Moich ciastek nie dało się zjeść.
Z tego co pamiętam to do oporu danego dnia. Ale jak się zapewne domyślasz jeszcze zostało. Ale tego nikt nie był w stanie już zjeść

snoozy

postów: 2419

05.05.2009 16:46

Miałem tez fajna wpadkę jak do humusu dodałem zamiast dużej ilosci oliwy z oliwek oliwy sezamowej (dodam,ze to olej bardzo aromatyczny i dodaje się go pare kropel).Danie nadawało sie co najwyzej do zakitowania okna.

minutka

postów: 1250

05.05.2009 16:45

Jak długo jedliście ten makaron? Moich ciastek nie dało się zjeść.

KATARZYNKA

postów: 760

05.05.2009 16:33

Będąc, chyba w podstawówce, chciałam zrobić makaron z serem. Jak na debiut to danie wydało mi się dosyć proste. Niestety uznałam, że makaronu jest jakby za mało dla 4 osób w domu. Efekt był prawie taki jak w filmie "Poszukiwany-poszukiwana", jeśli wiecie o co chodzi. Poza tym nie mogłam nawet myśleć o tej potrawie przez kilka następnych lat. :-)

minutka

postów: 1250

05.05.2009 16:22

To była jakaś6-7 klasa. Robiłam ciastka (takiego wyciskane przez maszynkę do mięsa i odpowiednią płytkę nadającą wzorek ciastkom). Uznałam, że tak bardzo je lubię, że zrobię z podwójnej porcji ciasta. No i zrobiłam. Tyle że podwójną ilość zastosowałam tylko w przypadku proszku do pieczenia. Wyszły strasznie wyrośnięte i okropne w smaku, jak można się domyślać. Od tamtego czasu mam do nich wstręt.

snoozy

postów: 2419

05.05.2009 15:27

Mam taką jedna wpadke gdzy pierwszy raz robiłem makowca na Boże Narodzenie.Przeczytałem przepis i stwierdziłem,że jakoś mało w nim składników i sobie podwoiłem.Efekt-Ciasto wychodziło z wszystkiego co sie da.Zrobiłem 11 makowców o długości 50cm i szerokości ok 20.Moja mama spytała sie tylko mnie czy gotuje dla żołnierzy z Iraku.Koszmar.Juz nigdy nie zrobie makowca

Ela LISA

postów: 1956

05.05.2009 11:10

Nikt z nas nie jest doskonaly a takie opowiesci sa zabawne.Tym bardziej,ze w kuchni roznie bywa.To zreszta motywuje do dzialania i testowania wielu ciekawych pomyslow.