Widelcem po mapie

ostatnio na forum >>

Śledź pod futrem >

Jak to taki przepis "na bogato", dorzuciłabym tu jeszcze coś chrupiącego, na...

NickyBalboa, 17.08.2017 | czytaj dalej


Catering na festyn w Warszawie >

Grill to bardo dobry pomysł. Szczególnie,że kazdy to lubi :) Jeśli jest...

zdrowitka, 17.08.2017 | czytaj dalej


Jadalnio-kuchnia i stół >

KrystynkA, powiem Ci, że drewno też może być luksusem i też może...

Jagoda39, 16.08.2017 | czytaj dalej

w sumie tematów: 1945, wpisów: 29724
najnowszy wpis: 17.08.2017 12:48

Mamy 26974 zarejestrowanych użytkowników.

Jeśli chcesz się wypowiedzieć na naszym forum zarejestruj się w serwisie.

Ulubione restauracje, puby, kawiarnie

FORUM kuchnia+ przygody :)

alicka

postów: 134

15.10.2007 12:17

ale wpadka, powinien być Lwów (już poprawiam),tak to jest jak się coś pisze i pije winko :),po tej wpadce nikt by mi nie uwieżył,że brałam udział w olimpidzie geograficznej i nieźle mi szło :)

Chenia

postów: 459

15.10.2007 10:53

Wilno jest raczej na Litwie... na północ od Ukrainy

alicka

postów: 134

13.10.2007 21:44

Pewnie wielu z Was spotkało się z dziwnymi połączeniami różnych składników w różnych daniach (pod pojęciem dziwne można rozumieć wszystko co nie mieści się w "KUCHNI POLSKIEJ", książce tradycyjnej bez szaleństw kulinarnych :))

Przygody, dziwne wydarzenia nie muszą dotyczyć jedzenia ale mogą zachaczyć o dziwną nietypową obsługę, wystrój lokalu itp.

Do sformułowania takiego tematu skłoniły mnie wspomnienia,ostatnio znajomy przypomniał mi historie, która wydarzyła się na Ukrainie. Lwów godzina obiadowa, zawitaliśmy do restaurcji i ja chciałam spróbowć potraw typowo ukraińskich (nie była to restauracja w gwiazdkowym hotelu :)),lokal schludny czysty. Znajomi zamówili kotlety surówki,sztućce zostały przyniesione dla wszystkich z wyjątkiem mnie i kolega który wyłamał się od konsumpcji kotleta :)
Czekamy, myślimy o nas pewnie zapomnieli :) czekamy i siedzimy,reszta już dostała swoje dania,jedzą mówią,że dobre powiedzmy podśmiewają się z naszej dwójki.
Podchodzi do nas pani z obsługi i tłumczy,że my (ci bez sztućcy) mamy iść za nią. Trochę się zdziwiłam ale raz się żyje,pani prowadziła nas dziwnymi skrótami do innej sali jadalnej (przypominała moją stołówkę w podstawóce z końca lat '80dziesiątych,kilka stołów połączonych razem).
Jedzenie było dobre,nie mam pmięci do nazw potraw :) ale to były,jakby słone pączki pieczone w tłuszczu ,nadziane czymś w rodzaju naszych ruskich, zupa połączenie gulaszowej (takie kwałki mięsa)z warzywniakową :) i oliwkami (Barszcz ukraiński kiedyś jadłam i smkował podobnie). Jedzonko super,brak w nim było niezidentyfikowanych obiektów latających :) .
Najdziwniejsze było wyproszenie nas z sali gdzie siedzieli wszyscy i zaprowadzenie do prl-owskiej stołówki :)
My sobie tłumaczyliśmy to tak,że to co wzieliśmy nie jest niczym nadzwyczajnym, pewnie to jedzenie ludzi ubogich,może osobą siedzącym w tej lepszej sali nie spodobało by się takie towarzystwo :) no i jak jedliśmy te nasze potrawy, to co jakiś czas ktoś inny zaglądał,ale nikt się nie dosiadł. Potem myśleliśmy,ze może to stołówka dla bezdomnych :),ale jak wychodziliśmy to na schodach stała spora grupka ludzi ubrana w podobne uniformy. Doszłam do wniosku,że to stołówka pracownicza :)
Osoby które zostały w tej "lepszej sali" musieli za nas zapłacic (bali się czy wrócimy?) :)

Wszystko skończyło się dobrze bez rewolucji żołądkowej :)

post edytowany 2 razy, ostatnio 15.10.2007 12:18